Dziś w Gazecie tekst Wojciecha Maziarskiego. Nawet jeżeli się z nim nie zgadzamy, to warto go przeczytać, by zapoznać się ze sposobem argumentacji. Czyż nie rozwala Was końcówka? Ale młodzi ludzie to kupują...
Żeby historia była tak prosta i żeby można było dokonywać takich prostych porównań: jesteśmy pewni, że gdyby nie powstania, protesty, wojny, strajki, walka, przeciwstawianie się złu, niewoli itd. to żylibyśmy w kraju lepszym, szczęśliwszym mądrzejszym, bogatszym - jednym słowem w raju na ziemi gdzie mieszkają sami inteligentni ludzie (którzy czytają GW i z nią polemizują).
Egzaltowana prawica patriotyczna - ta, co niezłomnie strzeże dziedzictwa
przodków i heroicznie pręży pierś nad mogiłami ojców naszych - ma
pretensje do prezydenta i premiera, że nie pojawili się na
uroczystościach 73. rocznicy bitwy pod Wizną.
To znaczy, w tym tygodniu ma pretensje akurat o to. Bo tak w ogóle ona
stale ma pretensje. Do wszystkich i o wszystko. Zwłaszcza do pozostałej,
czyli o wiele większej, części populacji. Zarzuca jej, że nie jest
egzaltowaną prawicą patriotyczną, tylko normalnym społeczeństwem.
Zamiast wsłuchiwać się w łopot sztandarów nad kurhanami krząta się wokół
swoich spraw, a w wolnych chwilach grilluje. Ohyda.
Pod
Wizną w 1939 roku 720 żołnierzy kpt. Władysława Raginisa stawiło zacięty
opór 40-tysięcznemu korpusowi gen. Guderiana. Byłoby to równie
niekontrowersyjne jak obrona Westerplatte,
gdyby nie zdumiewająca przysięga polskiego dowódcy, że żywcem go nie
wezmą. I rzeczywiście, po nieuniknionej klęsce wysadził się jak
Wołodyjowski u Sienkiewicza.
...
Najwyższa pora powiedzieć głośno: histeryczny i autodestrukcyjny
model polskiego patriotyzmu kwalifikuje się na śmietnik. Nie jest nam
dziś do niczego potrzebny. Przynosi więcej szkód niż pożytku. Nadaje
się, co najwyżej, na źródło natchnienia dla ekscentrycznych poetów
głoszących chwałę wieszania i narodowej martyrologii.
...
Zresztą nie ma
dowodów, że w przeszłości patetyczny patriotyzm, żywiący się emocjami i
jak ognia unikający racjonalnej kalkulacji zysków i strat, przynosił nam
korzyści. Czy rzeczywiście Polska dobrze wyszła na tym, że Raginis
wysadził się w bunkrze? Czy nie byłoby lepiej, gdyby trafił do AK? A co
byłoby dla nas korzystniejsze później: gdyby zginął w Powstaniu
Warszawskim czy raczej gdyby zasilił szeregi polskiej inteligencji w
latach powojennych?
Obrońcy romantycznej tradycji
powstańczej przyznają, że faktycznie, ponieśliśmy duże straty, ale
umocniliśmy ducha i podtrzymaliśmy narodową tożsamość. Tylko jak
wytłumaczyć fenomen istnienia Czechów? Nie umacniali ducha i nie
podtrzymywali tożsamości. Właściwie powinno ich nie być. A są i mają się
całkiem nieźle, w wielu aspektach lepiej niż my. My mieliśmy powstanie.
Oni mają Pragę. Gdzie wolicie spacerować: po moście Karola czy po
salach Muzeum Powstania Warszawskiego?